Konsumpcjonizm – choroba, nałóg czy sposób życia?

    Era konsumpcjonizmu jest już chyba wszędzie. Nie da się tego ukryć. Niby mówi się, że Polacy to biedny naród. Ludzie ciągle narzekają, że mało zarabiają. Jednak wystarczy rozejrzeć się dookoła. Duże miasta, galerie handlowe, sklepy duże i małe. Ciągły ruch w takich miejscach to chyba już norma. Oczywiście są dni kiedy tych ludzi jest więcej i takich kiedy jest ich mniej, ale przy chwili wolnego zdają się to szybko nadrabiać. Najlepiej widać to tuż przed świętami. Wystarczy chociażby jeden dzień kiedy sklepy mają być zamknięte np. majówka, święto niepodległości i już tłumy ludzi biją do sklepów spożywczych wychodząc z pełnym, wręcz przeładowanymi koszami. Kto to wszystko jest w stanie przejeść? Chyba nikt nie powie mi, że wszyscy nagle przyjmują całe rodziny pod swój dach. Ludzie zachowują się tak jakby ten jeden dzień to była całą wieczność. Tak nieumiejętny sposób gospodarowania pieniędzmi szybko dostrzegły firmy kredytowe, które obecnie oferują bardzo szeroką gamę szybkich kredytów do kilku tysięcy na miesiąc, góra dwa lub trzy. Dlaczego ludzie nie umieją rozkładać wydatków w czasie? Dlaczego nie potrafią przewidzieć, że teraz tyle nie potrzebują to warto odłożyć kilka złotych na święta? W ten sposób biorą kredyty i finansują, nie żądną inwestycję, nawet nie rozwój tylko zwykły konsumpcjonizm, po prostu przejadają te pieniądze. Jest to bardzo powszechne zjawisko. To co teraz pożyczymy za chwilę trzeba będzie oddać i to z nawiązką. Na dodatek w momencie oddania pieniędzy tworzy nam się nowa dziura w budżecie.